Second skin, czyli co się musi wydarzyć w pigmencie, żeby po gojeniu nie było widać zabiegu

Jest takie zdanie, które klientki mówią po zagojeniu, i to jest najlepsza recenzja, jaką można dostać.

„Wyglądam jak ja, tylko wyspana.”

Nie „ładny kolor”. Nie „widać, że dobra robota”. Po prostu nie widać zabiegu, widać usta. Anglicy nazywają to second skin i to jest dokładnie to słowo: pigment ma leżeć jak druga skóra, a nie jak warstwa położona na wierzchu.

To nie jest kwestia lekkiej ręki. To się rozstrzyga w butelce, zanim w ogóle usiądziesz do pracy.

Krycie, czyli różnica między farbą a filtrem

Pigment może zakryć to, co pod spodem, jak farba na ścianie, albo przepuścić naturalny ton wargi i dołożyć do niego kolor, jak filtr na zdjęciu. Pierwszy daje kolor natychmiast i u każdej klientki taki sam. Drugi daje kolor, który u każdej wyjdzie trochę inaczej, bo miesza się z tym, co ona ma. Second skin bierze się zawsze z tego drugiego.

Za krycie odpowiada głównie biel tytanowa, w składzie CI 77891. Jest praktycznie w każdym pigmencie do ust na rynku i w naszych też, więc nie ma sensu tego owijać. To nie jest wada, tylko narzędzie, i całe pytanie brzmi, ile go w danej butelce jest.

A tego, wbrew pozorom, wcale nie musisz brać na czyjeś słowo, bo skład czyta się po kolejności. Składniki wymienia się od tego, którego jest najwięcej, do tego, którego jest najmniej. W kosmetykach jest przy tym furtka: wszystko poniżej jednego procenta można wypisać w dowolnej kolejności. W pigmentach do makijażu permanentnego tej furtki nie ma. Podlegają one pozycji 75 załącznika XVII rozporządzenia REACH, która wprost wymaga, żeby składniki wymieniać w porządku malejącym według wagi lub objętości w momencie przygotowania.

Czyli INCI mówi ci nie tylko, co jest w środku, ale też co w tej recepturze rządzi. Weź butelkę, którą masz akurat pod ręką, i zobacz, na którym miejscu stoi CI 77891. Jeśli otwiera listę, trzymasz pigment, którego głównym zadaniem jest zakryć.

W Gentle Drop Lips stoi na trzecim, za dwiema czerwieniami. To nie jest ciekawostka, tylko cała różnica.

Dlaczego pigment w ogóle zostaje w skórze

Tu chcę wyprostować rzecz, którą branża często opowiada na skróty.

Pigment nie trzyma się w skórze dlatego, że jest do czegoś przyklejony. Nośnik to woda i alkohol, on tylko przenosi go pod igłą i sam znika. Pigment zostaje, bo jest nierozpuszczalny, czyli jest ciałem stałym, którego organizm nie umie ani strawić, ani wypłukać. Trafia do makrofagów, lizosomów i fibroblastów i tam zostaje, w cyklu przechwytywania i przekazywania dalej.

Różnica między barwnikiem a pigmentem jest właśnie tutaj. Barwnik barwi przez połączenie: wnika w podłoże i staje się jego częścią. Pigment barwi przez obecność: leży w skórze jako osobna cząstka i zachowuje niezależność. Barwnik w skórze nie miałby szans, bo to środowisko wodne, a zabarwione komórki nie są wieczne i organizm usuwa je razem z kolorem.

I dlatego w tuszach do PMU i do tatuażu stosuje się wyłącznie pigmenty. Nie ma tu wyboru między jednym a drugim, to jest warunek działania całego zabiegu.

Co mówi dwukropek w składzie

Skoro wszyscy pracują na pigmentach, to co właściwie czyta się w numerze takim jak CI 16035:1.

W międzynarodowym systemie Colour Index numer opisuje cząsteczkę barwnika, a cyfra po dwukropku mówi, że to ta sama cząsteczka, ale w innej formie chemicznej, związana z innym metalem. CI 16035 to forma rozpuszczalna. CI 16035:1 to jej lak, forma nierozpuszczalna, w tym wypadku lak glinowy, powstały przez lakowanie wodzianem glinu. Z czegoś, co potrafi się rozpłynąć, robi się coś, co pozostaje cząstką.

To jest dokładnie ten krok, dzięki któremu czerwień w ogóle nadaje się do skóry.

Jedno uczciwe zastrzeżenie, żebyś nie wyciągnęła z etykiety wniosku, którego etykieta nie unosi. Producenci często ten sufiks pomijają. Najbardziej znany przykład to CI 19140: prawie wszyscy piszą tak, choć w mieszaninie jest lak, czyli CI 19140:1. Brak dwukropka na butelce nie oznacza więc, że masz przed sobą barwnik. Oznacza tylko, że ktoś skrócił zapis. Szkoda, bo pełny zapis mówiłby przy okazji, czym przeprowadzono lakowanie.

Wniosek praktyczny jest taki: dwukropek jest ciekawy i warto go rozumieć, ale to nie na nim opiera się różnica między pigmentami. Różnica siedzi w dwóch innych miejscach.

Pierwsze miejsce: ile bieli

To już wiesz. Trzecia pozycja zamiast pierwszej.

W recepturze z niskim kryciem forma i jakość czerwieni ważą więcej niż gdziekolwiek indziej, bo nie masz grubej warstwy bieli, która zamaskuje ubytki. Czerwień musi udźwignąć kolor sama.

Drugie miejsce: rozmiar cząstki

Ta sama biel, w tej samej ilości, potrafi zachować się zupełnie inaczej w zależności od tego, jak drobno jest zmielona. To chyba najmniej znana rzecz w całej chemii pigmentów.

Krycie nie rośnie w nieskończoność razem z wielkością cząstki. Ma swój punkt szczytowy, mniej więcej przy połowie długości fali światła widzialnego, a powyżej niego zaczyna spadać. Poniżej też: bardzo drobno zmielona biel przestaje w ogóle kryć i robi się przezroczysta.

Do tego cząstki różnej wielkości inaczej wchodzą w cienką skórę ust i inaczej się w niej układają. Dlatego dwa pigmenty o bardzo podobnym składzie potrafią pracować zupełnie inaczej. Skład powie ci, ile czego jest. Nie powie, jak drobno to zmielono, i to jest ta część, której nie sprawdzisz inaczej niż w praktyce.

W Gentle Drop Lips bieli jest mało i pracuje ona w tę samą stronę co niska pozycja w składzie: mniej zakrywania, więcej przepuszczania. Stąd bierze się to, że kolor u każdej klientki wychodzi trochę inny, bo miesza się z jej własnym tonem wargi zamiast go przykryć.

Jak to wygląda przy fotelu

Pigment kładzie się akwarelowo, drobinami, więc nasycenie budujesz stopniowo i przerywasz w momencie, który sama uznasz za dobry, zamiast gonić za kolorem, którego nie widać. Granica zostaje miękka, bo taka praca nie zostawia twardej linii na przejściu czerwieni wargowej, a nawet jeśli pójdziesz mocno, nie dostaniesz efektu matowej szminki.

Po zagojeniu wraca to zdanie z początku i to jest cała nagroda za tę robotę.

Odcienie

Petalite, Apatite, Spinel, Aventurine. Do jakich ust pasuje każdy z nich i w co się goi, znajdziesz na karcie produktu razem z pełnym składem, więc kolejność sprawdzisz sama przy każdym odcieniu.

Krycie samo w sobie nie jest złe i są zabiegi, w których to właśnie ono robi całą robotę. Ale kiedy celem jest efekt, którego nie widać, wszystko sprowadza się do dwóch rzeczy: ile światła pigment przepuszcza i jak drobno jest zbudowany.

Magdalena Mazurek